Więźba stawiana zimą

Ocena: 5
4456

Nie każdy dach buduje się wiosną czy latem, gdy słońce przygrzewa, powiewa lekka bryza, a na dachu można pracować w samych t-shirtach. Bywa, że zlecenie do realizacji wypada w zimę, a dostęp do placu budowy jest tak trudny, jakby to była wysokogórska twierdza. Tak jak tutaj, gdzie pracowała ekipa Dach-Komplex Adriana Jaksender (www.dachyjaksender.pl).

Zlecenie Adrian Jaksender zdobył dzięki swojemu przyjacielowi, Tomkowi Piestrzyńskiemu z firmy „Piastek”. To on polecił go głównemu inwestorowi, wznoszącemu ten budynek. Zaplanowano spotkanie, ale zanim do niego doszło, cieśla poprosił o przesłanie projektów, aby mógł się z nimi zapoznać i od razu zaprezentować ewentualne konstruktywne uwagi.

Spotkanie odbyło się w szerokim gronie – obecny był inwestor, inspektor nadzoru inwestorskiego oraz generalny wykonawca. Wszyscy z uwagą zapoznali się z dokonaniami A. Jaksender.

Wszyscy wykazywali duże zaangażowanie w prace ciesielskie. Ciekawi też byli opinii specjalisty odnośnie projektu konstrukcyjnego więźby. Tu akurat, jak nigdy, nie miał on żadnych zastrzeżeń.

Od razu poruszony został temat doboru materiału na konstrukcję. Projekt przewidywał użycie drewna litego klasy C-24 i drewna klejonego warstwowego BSH. Cieśla zasugerował zamianę drewna litego na drewno KVH w klasie C-24. Zainteresowany sugestią inwestor poprosił o wycenę tego materiału.

Następnie panowie przeszli do zagadnienia mocowania murłaty do wieńca na ścianie kolankowej. Sprawa wbrew pozorom ciekawa, ponieważ ściana miała szerokość 25 cm, natomiast murłata 18 cm. Kierownik budowy zaproponował  obustronne mocowanie murłaty na śruby. Kolejny temat to mocowanie krokwi do murłat i płatwi. Tu już cieśla zalecił konstrukcyjne wkręty ciesielskie z łbem talerzowym konkretnej marki – pracuje na nich od lat i jest z nich zadowolony.

Projekt więźby był narysowany w 2D, ale inwestor ciekawy był, jak wygląda w trójwymiarze. A ponieważ A. Jaksender posiada specjalistyczne oprogramowanie, to sporządzenie wizualizacji w 3D nie było problemem.

Inwestor wykazywał duże zaangażowanie w dach i jego konstrukcję. Niby jest to zrozumiałe, bo w końcu doglądał budowy własnego domu, ale wcale nie jest to regułą. Bywa, że inwestor składa wszystko na barki wykonawców i projektantów i interesuje się głównie kosztami, ale zdarza się też, że interesuje się przebiegiem prac tak bardzo, iż próbuje doradzać. A że z reguły wiedzę swą czerpie ze źródeł mało wiarygodnych, więc i porady te wprowadzają tylko niepotrzebny zamęt. Tu jednak zainteresowanie przyszłych mieszkańców było jak najbardziej pozytywne i dotyczyło faktycznie najważniejszych rzeczy. Podobnie generalny wykonawca – zaufał mi i nie ingerował w roboty ciesielskie  – opowiada wykonawca więźby.

Po zakończeniu prac murarskich główny cieśla dokonał inwentaryzacji, aby wykonać projekt wykonawczy w programie do konstrukcji ciesielskich.

Elementy więźby były wycinane u producenta. Następnie trzeba było je dostarczyć na plac budowy. I tu pojawiły się schody: drewno miało być dowiezione ciągnikiem siodłowym, ale drogi dojazdowe okazały się tak kręte i wąskie, że trzeba było zorganizować miejsce przeładunkowe na mniejsze samochody. Inwestor z generalnym wykonawcą doskonale to zorganizowali. Podobnie jak transport drewna na strop – na budowie czekał już żuraw generalnego wykonawcy. Całą dostawę konstrukcji udało się zakończyć jednego dnia, chociaż ostatni etap odbywał się już przy sztucznym oświetleniu. Nie można było tego przełożyć na później, ponieważ prognozy pogody zapowiadały halny, co wykluczało pracę żurawia. Zresztą wiatr nieraz przerywał pracę na obiekcie.

Prace montażowe były i tak utrudnione z powodu gabarytów elementów i niemożności ich ręcznego podawania na miejsce docelowe – znowu niezbędny był żuraw.

Po zakończeniu montażu ekipa przystąpiła do układania bezpośrednio na krokwie płyt pilśniowych i na nie membrany. Te roboty także były utrudniane przez porywisty wiatr i intensywne opady śniegu. Ale jak mówi Adrian Jaksender – Zima jest co roku i trzeba ją przetrwać. Budowlańcy muszą się z tym liczyć. Zdobywa się zlecenie, więc należy je wykonać, jeśli chce się zarobić. Od naszej pracy nieraz zależą inne roboty, a czas to pieniądz. Nie można czekać z założonymi rękami. W trakcie tej realizacji musieliśmy wręcz zakładać łańcuchy śniegowe na koła samochodów, żeby dowieźć na budowę sprzęt. Udało się, zrealizowaliśmy zlecenie w terminie. I dodaje: Jestem wdzięczny za udzieloną pomoc i życzliwość inwestorowi i generalnemu wykonawcy. Dziękuję również swoim pracownikom za wytrwałość i cierpliwość – bez nich by nam się nie udało. Przy okazji podziękowania także dla Lift Polska za wsparcie przy problemach pojawiających się podczas pracy z żurawiem w tych trudnych warunkach.

Adrian Jaksender
Z ciesielstwem dachowym związałem się zaraz po zakończeniu edukacji szkolnej. Zatrudniłem się w firmie swojego dziadka. Pracował tam już mój starszy brat, co też okazało się przydatne. Na początku pracowałem oczywiście jako zwykły pomocnik. Było ciężko, i to dosłownie, bo elementy, które trzeba było podawać ręcznie, ważyły naprawdę sporo. Przy okazji wciąż podpatrywałem doświadczonych cieśli. Po kilku latach przyszedł kryzys – myślałem, że nie nauczę się wykonywania więźb dachowych. Wszystko wydawało mi się bardzo skomplikowane i niezrozumiałe. Ale starsi pomogli i dałem radę.
Własną firmę prowadzę już od 15 lat, wciąż się rozwijam, jestem ciekawy nowych rzeczy. Współpracuję z bratem Robertem, pomagamy sobie nawzajem.
Dzisiaj jestem bardzo zadowolony, że nie zniechęciłem się na początku. Ciesielstwo to bardzo wymagająca, ale i ciekawa dziedzina, wymuszająca regularną edukację.

 


Redakcja miesięcznika DACHY

Źródło: Dachy, nr 3 (219) 2018

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

Artykuły ekspertów

- Reklama -

Polecane firmy

Dachy - krok po kroku

Polecamy