Jedyny taki na Podhalu

Ocena: 0
1597
Nagrodzony w III edycji konkursu „Pochwal się dachem” obiekt to dom mieszkalny w Kościelisku, o bardzo ciekawej i skomplikowanej konstrukcji dachu, nawiązujący stylem do nurtu „góralskiego”, ale wzbogacony licznymi wyobleniami i wklęsłościami. Wstępnie architekt planował na nim pokrycie z gontu drewnianego, jednak właściciel od razu wiedział, że dach będzie kryty łupkiem „na dziko”. Jest to bodajże pierwszy i jak dotąd chyba jedyny dom kryty łupkiem na Podhalu. Wobec królującej tam blachy dach wyróżnia się zarówno oryginalnością pokrycia, jak i kształtem.
Dach został pokryty przez firmę „Kodar” z Łochowa k. Bydgoszczy, której właścicielem jest Dariusz Kocaba.

Koszty materiałów nie grały tu raczej większej roli. Czynnikiem decydującym o wyborze łupka były przykre doświadczenia kolegów inwestora, którzy wybudowali w okolicy podobnie skomplikowane domy kryte gontem drewnianym, po czym okazało się, że ich szczelność na łukach pozostawiała wiele do życzenia.

Współpraca z właścicielem należała do poprawnych, a nawet dobrych. Inwestor dokładnie wiedział, czego oczekuje po tym pokryciu, a ja starałem się to zrealizować. Po zakończeniu prac miło było usłyszeć podziękowania, co dzisiaj należy do rzadkości (często człowiek dziękuje w duchu, że go psami nie poszczuto…).


Fale, wklęsłości, wypukłości, łuki

Łupek łupkowi nierówny
Inwestor odnalazł moją firmę za pomocą Internetu. Sprawdził moje kwalifikacje u przedstawiciela firmy Rathscheck i po uzyskaniu pozytywnych opinii zaprosił mnie na rozmowę do Zakopanego. Tam dokładnie obejrzałem obiekt i ze względu na jego unikalną konstrukcję dachu zdecydowałem się go wykonać. Tak skomplikowany dach w kryciu łupkiem „na dziko” to prawdziwe wyzwanie dla wykonawcy, niczym jak zdobycie szczytu góry (dodatkowe szczyty zdobywaliśmy w przerwach w kryciu, gdy dla relaksu chodziliśmy po Tatrach). Właściciel bardzo dobrze orientuje się w sprawach kamieniarskich, gdyż jest właścicielem firmy, która zajmuje się w USA handlem wszelkimi wyrobami z kamienia. Pokazał mi próbki łupka dachowego, jakim on handluje. Odradziłem mu jego zastosowanie na tak skomplikowanym dachu ze względu na kruchość, która uniemożliwiała jego dowolne obrobienie. Zaproponowałem za to zakup łupka mozelskiego, bo tylko ten łupek daje się doskonale obrabiać nawet przy większej grubości kamienia – tym bardziej, że chodziło o prawdziwe „krycie na dziko”. W trakcie rozmowy poruszaliśmy wiele tematów dotyczących szczegółów wykonawczych i kiedy zostałem odwieziony na dworzec PKP, żegnałem się z inwestorem nie mając żadnej pewności, że dostanę to zlecenie. Po kilku tygodniach, w środku nocy (ech, ta różnica czasu między Europą a Ameryką…) zadzwonił telefon i – jakie było moje zdziwienie – gdy usłyszałem: „Darek, kiedy możesz zacząć?”.


Wieżyczka wentylacyjna w trakcie pracy…

Praca bez projektu
Projektu nigdy nie widziałem, zarówno inwestor, jak i projektant uznali, że nie jest mi to potrzebne. Do ostatniego dnia prac na dachu projektant wręcz unikał z nami kontaktu i projektu nie pokazał. Okazało się, że było to złe założenie i już od samego początku zemściło się na właścicielu. Przykładowo nikt nas nie informował, że w dachu mają być zamontowane wieżyczki jako elementy wentylacyjne domu. Kiedy więc wykonaliśmy sporą część dachu, okazało się, że właśnie na tych powierzchniach mają się znaleźć wspomniane wieżyczki. Trzeba więc było zdemontować część kamieni, co pociągnęło za sobą dodatkowe koszty. Same wieżyczki również wymagały poprawek, tak aby można było pokryć je łupkiem. Ani projektant, ani kierownik budowy nie mieli serca do łupka i do końca wyrażali swój brak akceptacji dla takiego pokrycia. Uprzedzenie wynikało z braku doświadczenia z tym materiałem i strachu przed nowym i nieznanym. Z tego też powodu wiele decyzji dotyczących wykonawstwa musiałem podejmować samodzielnie. Często konsultowałem się z Grzegorzem Rozalewiczem z przedstawicielstwa firmy Rathscheck oraz z innymi kolegami dekarzami, którzy mieli większe doświadczenie w kryciu łupkiem.


i po…

Konstrukcja jak z obrazka
Wiele pokryć dachowych układałem na więźbach wykonywanych przez różnych cieśli, ale to, co zobaczyłem w Kościelisku, wprawiło mnie w zdumienie. Była to bardzo skomplikowana konstrukcja dachu, wymagająca od cieśli niebywałego kunsztu i precyzji wykonania. Pomimo tego, że współpraca z cieślą od początku nie należała do łatwych, to muszę go uczciwie pochwalić za dokładnie i estetycznie wykonane prace ciesielskie. Układanie łupka na tak dokładnie i równo wykonanym dachu to była przyjemność. Po raz pierwszy mogliśmy się skupić na samym łupku i nie musieliśmy myśleć o poprawkach, jakie nieraz trzeba robić po pseudocieślach.


Montaż ławy i stopni kosztował wiele trudu

Łupek zwycięża
Ze względu na krągłości dachu miałem wiele problemów z wykonaniem obróbek blacharskich w miejscach, gdzie dach łączył się ze ścianami. Za radą kolegów zastosowałem tam elementy wykonane z taśmy ołowianej, która została później zamaskowana elementami obróbki blacharskiej wykonanej z miedzi.


Podobnie jak i haków…

Na Podhalu do rzadkości należy widok dachu z rynnami. Projektant i właściciel ustalili, że i na tym dachu nie ma sensu montować rynien, co też mnie ucieszyło. Jednak było tu wiele rzeczy, których nie akceptowałem, ale musiałem je realizować. Po burzliwych dyskusjach udało mi się za to przeforsować konieczność montażu haków bezpieczeństwa i ławek kominiarskich dookoła komina. Haki tak bardzo szpeciły wygląd dachu, że musiałem się ograniczyć do niezbędnego minimum – a i tak według inwestora jest ich za dużo.


Mimo swego skomplikowania konstrukcja dachu oraz pokrycie zostały przygotowane perfekcyjnie

Tego typu przepychanki z projektantem i kierownikiem budowy tylko ich utwierdzały w wadach krycia łupkiem i gdy tylko właściciel pokazywał się na budowie, z miejsca wytykali te „wady”. Wciąż mieli chyba nadzieję, że inwestor nakaże zdemontować łupek na rzecz krycia gontem drewnianym.

44 tony kamieni
Wydawało się, że przy pracach będzie nam przeszkadzać postawione przez cieślę rusztowanie. Ale po bliższych oględzinach okazało się, że wręcz odwrotnie – mieliśmy szczęście, że nie zostało ono zdemontowane, chociaż cieśla wiele razy się do tego przymierzał. Na jego rusztowaniu mogliśmy więc oprzeć swoje, gdyż zakupione za niemałe pieniądze wózki montażowe tu w ogóle nie spełniały swej roli ze względu na małą średnicę łuków. Użyliśmy więc tak skomplikowanych pomocy jak drewniane drabiny, opierające się na łupku za pośrednictwem zwykłych szczotek ryżowych (niestety coraz trudniej je dostać).


Dach nie ma rynien, a na obróbki zastosowano blachę ołowianą

Zakupiona ilość łupka na ten dach to 44 tony. Dużo. Niestety jak już wspominałem, projektant do ostatniego dnia nie dostarczył mi dokumentacji, a z obliczeń „na palcach” wychodziło, że cała powierzchnia dachu przekraczała 700 m2. Tak duże zużycie łupka należy tłumaczyć również dużą ilością odpadów, jakie występują podczas wstępnego łupania kamieni na łuki o małych promieniach.


Dekarze byli pełni uznania dla umiejętności cieśli

Nagroda: uznanie górali
Prace na dachu trwały od 15 maja do 10 października. Jest to dość długi okres, ale zaznaczyć należy, że w tym czasie przeżyliśmy kilkunastodniowy nawrót zimy i wiele dni opadów deszczu, a także nasze urlopy. Mimo wszystkich przygód i typowych problemów budowlanych jestem bardzo zadowolony i bardzo dumny z tego dachu. Uznanie górali po zakończeniu prac (a są to ludzie twardzi i raczej małomówni) wynagrodziło mi trudne z nimi rozmowy podczas krycia dachu. Przyjemnie było pracować w malowniczej scenerii polskich Tatr, choć na początku ciężko było nam zaakceptować fakt, że przyjechaliśmy tu do pracy, nie wypoczynek. Lubię realizować rzeczy niezwykłe i ten dach na długo pozostanie w moim sercu. Podobnie jak i górale, z którymi się zżyłem i – co tu ukrywać – bez których wsparcia i pomocy ta praca trwała by jeszcze dłużej. Grzechem więc byłoby nie wspomnieć o rodzinie Mądrych, Karpęckich  i „Rybce”. Bardzo Wam dziękuję za wszelką pomoc, jakiej mi udzieliliście, za pokazanie gór, jakich turysta przebywający kilka dni w Zakopanem nie jest w stanie zobaczyć, za Waszą życzliwość i miłe pożegnanie.

Dariusz Kocaba
Kodar


Źródło: Dachy, nr 3 (159) 2013
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ: