Dach na wizytówce

Ocena: 5
1990

Jednonawowy późnobarokowy kościół w Przemęcie (powiat wolsztyński, województwo wielkopolskie) po remoncie dachu i elewacji stał się jedną z wizytówek gminy. Ale jeszcze do niedawna świątynia bynajmniej nie zasługiwała na takie miano.

Zalegający na poddaszu gruz sięgał do poziomu widocznej belki stropowej

Dwa projekty   
Po raz ostatni kompleksowe prace dekarskie przeprowadzono tu latach 80. ubiegłego stulecia, a ich jakość pozostawiała wiele do życzenia. Dachówki łamały się i spadały w dół, zagrażając bezpieczeństwu parafian. Podobnie zresztą jak i tynk, którego całe płaty odpadały od ścian. Remont dachu był więc niezbędny. A że obiekt jest wpisany do rejestru zabytków, to wszelkie prace wymagały wielu ustaleń i pozwoleń. Tak też się stało – firma Dachy Kaźmierczak, której zlecono prace dekarskie, wykonała je z ogromną starannością, pieczołowicie dobierając materiały do specyfiki obiektu.

Inwestorem była miejscowa parafia, praktycznie sprawy remontu prowadził ks. proboszcz Edmund Magdziarz. Dobrze znał on dokonania firmy dekarskiej, gdyż Zdzisław (ojciec) i Jarosław (syn) wykonywali już dla parafii inne prace i to o znacznie większym stopniu trudności (o tym dalej w artykule). Do ich jakości nigdy nie było zastrzeżeń.

Remont nie mógł obyć się bez projektu budowlanego. Pierwszy projektant nie stanął jednak na wysokości zadania i jego plan został odrzucony. Wszystkim zależało na jak szybszym remoncie, więc ks. proboszcz Magdziarz szybko znalazł nowego projektanta. Była to firma Bud-ekspert Marka Miętusa spod Torunia. Prace konserwatorskie bacznie śledził konserwator dzieł sztuki Jacek Kłosiński.

Z poddasza uprzątnięto 7 przyczep zanieczyszczeń

Termin realizacji prac remontowych wyznaczono na maj i czerwiec 2013 r. Zimą dokonano szczegółowej ekspertyzy konstrukcyjno-technicznej dachu i poddasza oraz omówiono dokładnie materiały i technologie wykonywanych prac, których zakres obejmował znaczny obszar.

7 przyczep śmieci
Jeśli chodzi o szczelność pierwotnego pokrycia z dachówek karpiówek, to była ona dostateczna, stwierdzono natomiast prześwity na łączeniach, wynikające z kruszenia się zaprawy łączącej dachówki. Źle wykonane były obróbki z blachy ocynkowanej – nie nachodziły na siebie, więc woda mogła swobodnie dostawać się do dachu.

Krokwie posiadały znaczne ugięcie oraz wady naturalne, dodatkowo były porażone korozją biologiczną, jętki wykonano z materiału starszego niż pozostałe elementy dachu, na większości płatwi jętki były wyhaczone z zamków. Na elementach konstrukcyjnych stwierdzono oryginalne znaki ciesielskie, oparte na znakach liczb rzymskich. Prace wykonywano więc z zachowaniem maksimum ostrożności, tak aby nie uszkodzić elementów nieprzeznaczonych do rozbiórki.

Znacznemu zniszczeniu uległo poszycie stropu, które było w opłakanym stanie. Deskowanie było pokryte zwietrzałą i rozkruszoną glinianą polepą, dodatkowo zasypane warstwą gruzu (która niepotrzebnie obciążała strop).

Najpierw należało więc oczyścić poddasze. W sumie wywieziono ok. 7 przyczep śmieci! Po dokładnym odgruzowaniu okazało się, że wiele belek stropowych trzeba było dodatkowo wzmocnić. Nie można ich było wymienić, gdyż na suficie znajduje się zabytkowy obraz, który uległby przy tym zniszczeniu. Dwustronnie skręcono je więc metalowymi śrubami.

Krokwie otrzymały przypustnice i nadbitki

Sufit w wielu miejscach był powyginany, jego podciąganie do belek stropowych było dosyć pracochłonne. Trzeba było uważać, aby sufit nie popękał i aby nie uszkodzić wnętrza kościoła. Na szczęście operacja się powiodła i sufit został wyprostowany. Całość została dokładnie obciosana, oczyszczona i parokrotnie zaimpregnowana preparatami solnymi przeciw korozji biologicznej i przeciwpożarowej. W miejscach newralgicznych, czyli na murach i przy szczytach dodatkowo ułożono wełnę mineralną, która ma służyć jak docieplenie ścian. Stworzono też poduszkę powietrzną pomiędzy stropem a deskami. Następnie na belki stropowe ułożono folię paroizolacyjną Delta Reflexx z ekranem aluminiowym odbijającym promieniowanie cieplne. Całość zostało nakryta deskami o grubości 3,2 mm i dokręcona na styk.

Całość tworzy teraz stabilną podłogę.

Coś dla cieśli…
Za prace ciesielskie odpowiedzialna była firma Jarosława Kaźmierczaka. Prace przy wymianie i naprawie wykonywano powoli i dokładnie, nowe elementy są z drewna sosnowego o wymiarach zgodnych z dokumentacja projektową.

Obróbki blacharskie wymagały sporych umiejętności i wyobraźni

Nad korpusem nawy znajduje się więźba jętkowo-wieszarowa dwuwieszakowa. Jej rozpiętość w świetle płatwi stropowych wynosi 10,40 m. Pochylenie połaci dachowej to 45 stopni. Krokwie w kalenicy posiadają wzajemne podparcie, dołem opierają się na płatwiach stropowych. Krokwie o wymiarach 17 × 17 cm zostały zakończone przypustnicami.

Kolejnym etapem było zdjęcie istniejącego pokrycia z karpiówek układanych na zaprawę wapienną. Odciążony dach został prowizorycznie zabezpieczony zwykłą folią, po czym przystąpiono do wymiany fragmentów więźby dachowej. Na początku zdemontowane zostały krokwie strychowe. Były one opuszczane na dół, gdzie je dokładnie odrysowywano, robiono nową według rysunku i wciągano na górę. Krokwi tych było 26 (13 par), każda z nich mierzyła niemal 9 m i miała przekrój 18 × 21 cm.

Na nowe wymieniono też wszystkie trzynaście jętek (ich demontaż wcale nie był łatwy, gdyż łączyły się one z krokwiami na czopy). Do każdej krokwi dokręcano z boku nadbitki (dokładnie, pod sznurek!), które wyrównywały połać dachową, a od dołu na krokwie do wysokości 1,70 cm dokręcano specjalne przypustnice. Te elementy zrobiono z nowego drewna, ponieważ jak się okazało, stare krokwie po zdemontowaniu nie nadawały się już do ponownego montażu – były silnie skorodowane.

Następnie na konstrukcję dachową ułożona została membrana (Dörken Delta Maxx Plus) z dodatkowym paskiem klejącym. Do połączeń ze ścianą użyto innego produktu firmy Dörken – Delta Than – który według dekarzy z ekipy Zdzisława Kaźmierczaka doskonale nadaje się do takich zastosowań w newralgicznych punktach dachu.

Elementy rusztu dachowego to oczywiście łaty i kontrałty.

Na remont zużyto 25 m3 drewna. Wszystkie elementy drewniane były łączone za pomocą specjalistycznych wkrętów. O użyciu gwoździ nie mogło być mowy, gdyż ich dobijanie powodowałoby niepotrzebne drgania, które mogłyby nawet uszkodzić sufit, co było bardzo niewskazane. Na poddaszu od wewnątrz w całości otynkowano ściany szczytowe.

Dach miał strome, bo 45-stopniowe pochylenie, ale krycie prostych połaci było dla dekarzy przyjemnością

Każdy etap prac szczegółowo śledził kierownik budowy Stanisław Bojkowski, który był niemalże codziennie na placu budowy i zawsze służył cenną radą i pomocą w rozwiązywaniu wątpliwości.

…i dla dekarzy
Dach liczył 340 m2 powierzchni, w tym 24 mb kalenic. Nowe dachówki ułożono także staranie na przyporach, podpierających mury obiektu.

Układanie dachówki na prostych połaciach było samą przyjemnością. Dach pokryto ceramiczną dachówką karpiówką Creaton w kolorze czerwieni naturalnej. Pokrycie układano w koronkę, dachówki mocowano za pomocą nierdzewnych wkrętów.  Całkowita waga samej ceramiki na dachu to ponad 20 ton. Gwarancja na ten produkt to 50 lat.

Dużych umiejętności blacharskich wymagały obróbki. Za ten etap prac odpowiedzialny był majster Zdzisław Kaźmierczak i najbardziej doświadczony pracownik ekipy, czyli Tomasz. Wszystkie obróbki były wykonywane z tytancynku 0,6 mm na placu budowy. Najbardziej pracochłonne i skomplikowane były obróbki ząbkowanych szczytów oraz poziomych gzymsów (trzeba dodać, że kilkadziesiąt lat temu wszystkie murki-gzymsy były osłonięte blachą. Jak widać, jakość tamtych robót nie była zbyt wysoka…). Wygięcia blach wykonano przez umiejętne nacinanie i lutowanie materiału. Pod szczytowe blachy położono elastyczną zaprawę, która ma na celu skierowanie wody opadowej z opierzeń w kierunku dachu. Na obróbki zużyto ponad 90 m2 blachy cynkowo-tytanowej.

Widać różnicę?

Nad bryłą kościoła wznosi się wieża, której hełm także ma pokrycie z tej samej blachy. Notabene, blachę tę w 2001 r. także ułożyła firma Zdzisława Kaźmierczaka.

Na dachu zamontowana została całkowicie nowa, przebadana instalacja odgromowa. Projekt nie przewidywał montażu płotków przeciwśniegowych, a mimo, że dekarze namawiali na to ks. proboszcza Edmunda Magdziarza, to po zasięgnięciu opinii kierownika budowy nie wyraził on na to zgody. Przy okazji realizacji prac oczyszczono też i pomalowano elewację.

Momentami prace utrudniali ciekawscy przechodnie, którzy pomimo ogrodzonego placu wokół kościoła co jakiś czas przechodzili przez ogrodzenie, narażając swoje życie i wybijając pracowników z rytmu.

Prace zostały odebrane bez zastrzeżeń. Inspektor nadzoru Tadeusza Śląski i kierownik budowy Stanisław Bojkowski uznali, że roboty zostały wykonane prawidłowo, przy jednoczesnym zachowaniu historycznego charakteru architektury obiektu. Końcowa ocena prac remontowych i konserwatorskich była bardzo pochlebna.

Źródło: Dachy, nr 10 (166) 2013

 

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ: