Blacha z listwą zatrzaskową bez farmerów

Ocena: 0
2471

Prosty i mały dwuspadowy dach ma za sobą burzliwą historię remontową. Sprawdzony wykonawca z atrakcyjną ofertą doprowadził inwestora do małej katastrofy, której przyczyną był brak wyobraźni i umiejętności. I chociaż znaleźli się inni dekarze, którzy uratowali sytuację, to konieczne poprawki bardzo wywindowały cenę całego dachu. 

Piętrowy bliźniak z lat 60-tych w centrum mazowieckiego miasta kupił inwestor 18 lat temu. Przed trzema laty postanowił zaadaptować jego poddasze. Prosta sprawa. Dach o powierzchni ok. 100 m2 miał zostać podniesiony o wysokość trzech pustaków, tak aby przestrzeń poddasza tworzyła dogodne warunki mieszkaniowe. 

Wybór pokrycia i wykonawcy
Materiał pokryciowy jaki wybrał to panele z listwą zatrzaskową click z blachy wytłaczanej firmy Ruukki w kolorze antracytowym. Remontowi dachu i poddasza towarzyszyło odnowienie elewacji i do niej wybrane pokrycie pasuje. Budynek zdecydowanie zyskał na atrakcyjności, jego wygląd nawiązuje teraz do modnych nowoczesnych, minimalistycznych rozwiązań architektonicznych. Udany wybór materiału pokryciowego nie nastręczył żadnych problemów. 

Budynek przed remontem – ciasna zabudowa utrudniała wjazd dźwigu

Budynek miał również robioną elewację – widok od ogródka, po ukończeniu prac na dachu przez pierwszą ekipę

Inaczej było z wyborem wykonawcy. Priorytetem dla właściciela, który nie zna się na budownictwie i dużo pracuje poza domem, było to, aby znaleźć poważną firmę, która sama mogła wykonać cały remont – poniesienie i pokrycie dachu oraz wykończenie wnętrz. W zasadzie inwestor nie popełnił przy tym żadnego błędu. Szukał firmy z polecenia, przeanalizował kilka ofert, żądał referencji, sprawdzał proponowane materiały, podpisał umowę. Co w takim razie poszło nie tak? 

Atrakcyjna oferta, fatalne wykonanie
Pierwsze błędy pojawiły się już na etapie więźby. Ekipa postanowiła pozostawić starą więźbę, deskowanie i grubą warstwę starych pap. Żeby dostosować połać do podwyższenia ściany kolankowej o 3 pustaki, uniesiono i podcięto poszczególne krokwie, fatalnie osłabiając nośność konstrukcji, co w efekcie spowodowało pęknięcie krokwi i później załamanie się dachu. Nieudolnie ekipa próbowała wzmocnić osłabione krokwie, przybijając po bokach niektórych z nich deski różnej długości. Nie zwrócono przy tym dostatecznej uwagi na stan drewna konstrukcyjnego, przez co więźbę pod nowe pokrycie tworzyły krokwie popękane, krzywe i zdegradowane biologiczne.

Próby wzmacniania podciętych krokiew przez pierwszą ekipę – widoczna korozja biologiczna

Przycięte i pękające krokwie – taką konstrukcję zastał pan Kamil

Do mocowania łat użyte zostały zwykłe nieocynkowane gwoździe 90-tki, co spowodowało, że łaty nie trzymały i można je było zdejmować gołymi rękami przy demontażu wadliwie ułożonego pokrycia. Z kolei przy ogniomurze farmery zamocowane były do styropianu pokrytego warstwą kleju. 

Fatalny montaż blachy przy kominach czy sposób przygotowania otworu na sztucer wołały o pomstę do nieba. Wszędzie widoczne były niedociągnięcia montażowe i szpary, które gwarantują przyszłe problemy. Wszystkie obróbki mocowane były na wkręty, w wielu miejscach blacha nie została wywinięta, jedynie docięta i zostawiła wszędzie miejsca na przenikanie wody. W innych miejscach sposób wyginania i obróbki blachy był niezgodny ze sztuką dekarską. 

Demontaż starej więźby, na której pierwsza ekipa położyła nową blachę – zdegradowane biologicznie, krzywe, popękane krokwie

Krzywe łaty przybijane zwykłymi gwoździami

Dlaczego?
Ekipa popełniła więc podstawowe błędy i co gorsza nie chciała i nie umiała ich naprawić, tylko domagała się pieniędzy. Dach został ostatecznie przez nich wykończony, ale błędów nie usunięto i sprawa znalazła finał w sądzie, gdzie doszło do ugody a rację przyznano właścicielowi domu.

Skąd te błędy, skoro firma wykonawcza miała referencje, była polecana przez innych a jej oferta wydawała się najlepsza? Otóż, wygląda na to, że właściciel firmy wykonawczej nie zapanował nad swoim sukcesem. Mając stale nowe zapytania ze strony klientów, postanowił utworzyć kilka nowych ekip, które angażował do kolejnych zleceń. Jednak pominął konieczność rzetelnego sprawdzenia umiejętności swoich ludzi, ich szkolenia i nadzorowania. Prowadzenie jednocześnie kilku placów budów przerosło jego możliwości organizacyjne.

U naszego inwestora bywał na budowie bardzo rzadko, a jego ludzie sami podejmowali fatalne w skutkach decyzje.

Łacenie po zdjęciu paneli – miejscami brak odpowiedniego podparcia a farmery przy ogniomurze zamocowane były do styropianu

Po usunięciu łacenia – czy tak powinna wyglądać papa pod nową blachę panelową za kilkadziesiąt tysięcy zł?

Jest taki żart, który świetnie pasuje do tej sytuacji: Rozmawia ze sobą dwóch wspólników. Jeden mówi – Musimy przeszkolić naszych ludzi – A drugi na to – Coś ty! Jak ich przeszkolimy, to przecież oni zaraz nam uciekną z firmy! – Pierwszy na to – A co będzie, jak ich nie przeszkolimy, a oni u nas zostaną?

Inwestorze, co dalej?
Inwestorowi nie pozostało nic innego, jak szukać kolejnego wykonawcy, który naprawi nowy dach. Kierując się informacjami od znajomych trafił wreszcie z polecenia na ekipę Kamildach 
z Siedlec. 

Grube warstwy uszkodzonej starej papy na rozchodzącym się starym deskowaniu – źródło potencjalnych problemów

Przykład fuszerki – uszkodzony panel zamontowany przez pierwszą ekipę

Pan Kamil, właściciel firmy dekarskiej, często poprawia dachy po innych ekipach, więc zadanie nie było dla niego czymś niezwykłym. Po wstępnej ocenie zdecydowano, że ilość poważnych usterek jest tak duża, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest całkowite rozebranie dachu łącznie z więźbą i zrobienie go na nowo. Dla inwestora jest to oczywiście koszmar, bo koszty dachu się w takiej sytuacji nie podwoją ale potroją – najpierw trzeba było zapłacić pierwszej ekipie, a teraz trzeba będzie zapłacić za demontaż dachu, za dodatkowe materiały oraz za kolejny nowy montaż. Ale wyjścia nie ma – jest to rozwiązanie konieczne, bo inaczej dach za chwilę będzie przeciekał albo dojdzie do innych awarii, a wtedy pieniądze włożone w remont poddasza mieszkalnego będą jak wyrzucone w błoto.

Widok po zdjęciu paneli …

Nieszczelności i oznaki zawilgocenia płyty OSB, które doprowadziłyby do jej napęcznienia

Trudne miejsce
Dostęp do remontowanego domu dekarze mieli utrudniony. Znajduje się on w centrum miasta pośród dość ciasnej zabudowy. Podwórko jest niewielkie a prowadzi do niego 30-metrowa prywatna droga o szerokości od 2,9 do 3 m. Za domem znajduje się mały ogródek, a od frontu – niewielki teren, na którym musiał się zmieścić samochód, giętarki i rusztowania. Całość materiału z dachu i na dach została przetransportowana na górę albo za pomocą wciągarki dekarskiej, albo dźwigiem o trzech osiach skrętnych, którym kierował niezawodny jak zawsze pan Szymon. Szczególnych umiejętności i sprawności wymagał od niego w tej ciasnocie transport na górę stalowych dwuteowników o długości 9 m każdy. 

Ekipa Kamildach zaproponowała, aby dach opierał się na dwóch stalowych treglach, co pozwala na dowolną aranżację poddasza

Ekipa Kamildach zaproponowała, aby dach opierał się na dwóch stalowych treglach, co pozwala na dowolną aranżację poddasza

Nowa więźba
Po zdjęciu blachy i ołatowania, ściągnięciu kilkunastu warstw starej papy i po usunięciu starej więźby inwestor został jedną noc bez dachu. Następnego dnia dekarze zamontowali na dachu całkowicie nowe krokwie – wyższe, ale w węższym rozstawie, o wymiarach 8 x 20 cm suszone w suszarni, nieimpregnowane. Panu Kamilowi zależało na tym, aby drewno było suche, bo inwestor szybko chciał przystąpić do przystosowania poddasza do celów mieszkalnych. Gdyby zabudował mokre drewno, wilgoć miałby problem z wydostaniem się spod zabudowy. 

Kolejne warstwy dachu – montaż płyt MFP na membranie i kontrłatach

Ołatowanie i obudowa ogniomuru

Inwestor zgodził się na sugestie dekarzy, aby cały dach oprzeć na dwóch stalowych dwuteownikach 270 mm wysokości i długości 9 m zamiast na drewnianych podciągach. Pełnią one funkcję płatwi, co pozwoliło na konstrukcję lekkich ścianek działowych w dowolnych miejscach. Umożliwiał to brak słupów na poddaszu. Obawy, że te stalowe tregle będą się „pocić” czy przemarzać są bezpodstawne, ponieważ znajdować się one będą w pomieszczeniach ogrzewanych i nienarażonych na przemarzanie. Obecnie poddasze jest już użytkowane, a właściciel jedną z tregli zabudował ściankami działowymi a drugą wyeksponował i pomalował na kontrastujący z bielą ścian ciemny kolor.

Zamontowane na papie łacenie pod panele, nacięcia na desce okapowej przygotowane do zamocowania rynajz, prawidłowo zamontowane okna dachowe, kątowniki ciesielskie mocujące niezależną obudowę komina do ołatowania i desek

Wysokość okapu musiała być dostosowana do wcześniej wykonanej elewacji

Murłaty zostały zamontowane na śruby wystające z wieńca a na jednej stronie – z powodu braku śrub – na chemiczne kotwy przy użyciu wytrzymałej jak beton żywicy epoksydowej marki Fischer. Całą więźbę dekarze postawili w jeden dzień. Zwykle pracowali we trzech – pan Kamil, szef ekipy, jego wujek Tadeusz i brat Paweł. Aby wykonać tego dnia zamierzony montaż, rozpoczęli pracę o 7 rano, skończyli o 21 a do ekipy na ten dzień dołączył jeszcze wujek Robert. Rodzina pokazała, co potrafi. Na wykończoną więźbę zamocowali tego samego dnia trójwarstwową paroprzepuszczalną membranę Corotop Ultra, która na nadchodzącą noc stanowiła także zabezpieczenie przed ewentualnym deszczem.

Tak wyglądała obróbka ogniomuru w wykonaniu pierwszej ekipy…

Ogniomur podczas rozbiórki

Warstwy dachu 
Kolejny krok to montaż kontrłat na membranie oraz płyt MFP. Płyta MFP w stosunku do płyt OSB ma wyższą odporność na ogień, jej wytrzymałość na zginanie jest jednakowa wzdłuż obu osi oraz ma większą odporność na wilgoć. Pod wpływem wilgoci jedynie minimalnie pęcznieje, ale szybko powraca do dawnego kształtu. Mogli się o tym dekarze przekonać już następnego dnia, ponieważ w nocy po zamontowaniu płyt padał deszcz. Rano wykonawcy zauważyli lekką wilgoć na płycie, która zaraz zniknęła, gdy pojawił się niewielki wiatr. 

Nowe obróbki w obrębie ogniomuru, który został wyrównany do komina

Fatalna obróbka w dolnej części ogniomuru wykonana przez pierwszą ekipę – woda spływa wprost do pozostawionych nieszczelności

W sumie w ciągu niecałych dwóch miesięcy ekipa dekarska zrobiła dach składający się z następujących warstw: 

  • więźba
  • membrana paroprzepuszczalna
  • kontrłaty
  • płyta MFP
  • papa termozgrzewalna 
  • kontrłaty i łaty
  • blacha. 

Blacha i obróbki – na listwę i na rąbek
Z całego materiału pokryciowego aż 3/4 paneli udało się odzyskać i ponownie położyć na dachu. Resztę pan Kamil zamawiał w małych ilościach w hurtowni Mixdach w Ujrzanowie, z którą świetnie mu się współpracuje. Sumienność hurtowni sprawiła, że nie było przerw spowodowanych brakiem domawianego dwa razy towaru. Na obróbki przeznaczona była blacha w kręgach o szerokości 62 cm, a częściowo użyto blachy w panelach. 

To samo miejsce – pierwszy krok do uszczelnienia wykonany przez ekipę Kamildach

To samo miejsce na gotowo – widoczna obróbka bocznych ścian ogniomuru wykonana na listwę a góra ogniomuru – na rąbek kątowy

Obróbka była wyjątkowo pracochłonna. Każdy z dwóch kominów został obłożony wełną twardą elewacyjną o grubości 5 cm i obudowany płytą MFP. Obudowa została przymocowana do łaty, kontrłaty i do desek za pomocą kątowników ciesielskich w ilości 6 sztuk na komin. Dzięki temu, że obudowa nie jest mocowana bezpośrednio do komina, dach pracuje niezależnie od niego. 

Szczelność gwarantowana

Obróbki wykonane na kominie przez pierwszą ekipę

Obróbki blacharskie boczne ogniomuru, kominów oraz w całego okapu i całej podbitki zrobione zostały trudną i pracochłonną metodą na listwę, która dobrze wykonana daje piękne efekty. Dodatkowo dla poprawienia ogólnego wyglądu ogniomur został przez dekarzy wyrównany do szerokości komina. Górna część kominów i ogniomuru jest zrobiona w rąbku kątowym a ponadto kominy mają piękne żaluzje z perforacją wykonaną przez pana Kamila. Do obróbek bocznych użyta została blacha płaska z kręgów. Pionowe łączenie na listwę na kominach i na ogniomurze jest szersze u góry o 2,5 cm od łączenia na dole. Takie rozwiązanie, choć bardzo estetyczne, zwiększa znacznie stopień trudności. Chociaż Pan Kamil lubi wykonywać takie wykończenia, musiał na obudowę i obróbkę komina poświęcić prawie 4 dni.

Nam się to nie podoba …

Ten sam komin – taka obróbka zajmuje dekarzom z Kamildach nawet cztery dni

Wszystkie obróbki wykończone zostały bez widocznych wkrętów, co łącznie z rodzajem obróbek powoduje, że ten dach – choć niewielki i prosty – wygląda bardzo elegancko i cieszy oko.

Orynnowanie i okna
Ekipa dekarska zdołała również odzyskać z pierwszego montażu wszystkie rynny i okna dachowe Velux. Jednak jedno z pięciu okien miało pękniętą w rogu szybę, więc trzeba było je wymienić. Pęknięcie prawdopodobnie wyniknęło z powstałych na dachu naprężeń w wyniku fatalnego rozwiązania więźby, jakie pozostawiła po sobie poprzednia ekipa.

Jeden ze stalowych dwuteowników doskonale wpisuje się w nowoczesną stylistykę wykończonego poddasza

Mały dach z burzliwą historią

W tym miejscu można wspomnieć, że pierwsza ekipa tak „świetnie” wykonała montaż okien, że na poddaszu można było przez szpary oglądać niebo.

Odbiór
Prace rozpoczęto 10 września a zakończono 30 października 2018r., przy czym ze względu na opady deszczu dekarze musieli zrobić 5 dni przerwy. Dekarze pracowali przez pięć dni w tygodniu zwykle od 7 do 17. 

Odbiór odbył się bez żadnych problemów, inwestor i wykonawca uregulowali wszystkie zobowiązania a firma dekarska udzieliła właścicielowi domu gwarancji na dach na osiem lat. 

W następnym wydaniu ciąg dalszy – szczegóły montażu gąsiorów i okien oraz rozwiązanie wentylacji na tym dachu. 

Opracowanie redakcyjne 
na podstawie materiałów 
inwestora i wykonawcy

Źródło: Dachy, nr 2 (230) 2019

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ: