Anatomia okapu, cz. 2. Elementy, funkcje, rozwiązania

Ocena: 4.72857
17309
W pierwszej części naszego cyklu (DACHY 6/2013) przeanalizowaliśmy dwa podstawowe rozwiązania okapu i zastanawialiśmy się „jak działa okap”. Założyliśmy, że nie zagłębiamy się w detale konstrukcji rynien czy w wysokość pasa nadrynnowego i podrynnowego. Zajmiemy się tym właśnie teraz. Krok po kroku, element po elemencie spróbujemy rozłożyć okap na części i zastanowić się nad możliwościami i ograniczeniami. Ponieważ w okapie wszystko jest od siebie uzależnione, to przy omawianiu poszczególnych elementów w naturalny sposób przewijać się będą także pozostałe składowe.

Rys. 1.

W zasadzie tytuł powinien brzmieć: „Układ rynny i pierwszej dachówki”, choć i w to wpleść trzeba będzie coś jeszcze. Zacznijmy od sprawy niejako podstawowej. Zacznijmy od bazy, jaką w okapie jest układ rynny i pierwszej dachówki. W tym momencie nieistotne są szczegóły konstrukcyjne okapu – nimi zajmiemy się później. Ważne jest, aby rynna znajdowała się w odpowiednim miejscu względem pierwszej dachówki.

Teoretycznie rynna względem pierwszej dachówki powinna być tak usytuowana, aby kropla wody kapiąca z pierwszej dachówki wpadała do rynny mniej więcej między 1/4 a 1/2 jej szerokości. To jest punkt, do którego dekarz ma dążyć. Zakres ten wydaje się rozsądny i właściwy. Pojawiają się jeszcze w tym miejscu pewne wątpliwości, co dalej z tą kroplą wody ma się dziać. Czy ma ona kapnąć do rynny, czy też na nieco wysunięty przed krawędź dachówki pas nadrynnowy? Do pasa nadrynnowego przejdziemy nieco dalej.

Rynna może wisieć niżej lub wyżej. Jaka jest tu zasada? Otóż zasada mówi, że zsuwający się z połaci śnieg ma ominąć zewnętrzną krawędź rynny (punkt A, np. na rys. 1 i 2). To także wydaje się rozsądne, a skutkuje tym, że wiemy, do jakiego maksymalnego punktu możemy podnieść rynnę.

Trzecia zasada mówi, że rynnę należy wykonać ze spadkiem, aby spływała z niej woda. Oczywiście dla porządku dodam, że spadek należy wykonać w kierunku leja spustowego, sztucera, a nie odwrotnie. Miejsca usytuowania rur spustowych i sztucerów przewiduje projekt. Czasem warto dodać jakąś rurę w newralgicznym miejscu, a czasem przesunąć ją w inne, korzystniejsze położenie. Tak czy inaczej, kierunki spadków w rynnach wymuszone są położeniem rur spustowych i sztucerów. Sztucery są z kolei najniżej położonymi elementami rynien.

Ale aby rynna znalazła się na miejscu, trzeba ją jakoś zamocować. I tutaj zaczynają się dylematy, przepychanki, trwanie przy swoim i zaciekłe obrony własnych rozwiązań. Jaki hak rynnowy? Połaciowy, gięty czy doczołowy? Jeśli na szybko miałbym wymienić cechy montażowe obu rodzajów haków, to doczołowe są „szybkie i proste”, a gięte są „wymagające i niewybaczające”. Wybór wydaje się prosty, wybieramy przeważnie to, co zajmie mniej czasu i jest mniej kłopotliwe.

Jakie jednak możliwości i jakie ograniczenia dają nam te dwa rodzaje haków? Zanim przejdziemy do detali, chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz – i zadam pytanie. Czy centymetr na dachu to dużo? Oczywiście nie. Centymetr da się ukryć, naciągnąć, zamaskować. Ale centymetr przy rynnie to już nie jest mało. Czasem tego centymetra brakuje, aby powstał prawidłowy spadek. No i zauważmy, że centymetr to prawie dziesięć procent szerokości najpopularniejszego wymiary rynien. W okapie centymetr może być ważny.

Teraz haki. Zacznijmy od doczołowych. Są one łatwe w montażu, bo wystarczy przykręcić je dwoma wkrętami. Konstrukcja tych haków daje nam nieregulowaną szczelinę między tylną krawędzią rynny a deską czołową. Niektóre systemy rynnowe (rozumiane tu jako hak i rynna) z hakami doczołowymi zapewniają szczelinę za rynną na poziomie centymetra lub dwóch, ale inne nie i tylna krawędź rynny dotyka nawet do deski czołowej. Oczywiście pod haki można dać podkładki, ale to już jest dodatkowy element i mam wrażenie, że w takim przypadku zaczynamy już „kombinować”. Haki doczołowe mają otwory montażowe, które ograniczają możliwość wysunięcia ich ponad krawędź deski czołowej, jeśli mają być zamocowane dwoma wkrętami (strzałka czerwona na rys. 1). Mocowanie haków tylko w dolnych otworach może być ryzykowne. Haki doczołowe montuje się łatwo i przyjemnie, robota idzie szybko, a my jesteśmy zadowoleni z efektu na zasadzie „zobacz, jak mi fajnie wyszło i jak szybko to zrobiłem”.


Rys. 2.

Teraz przyjrzyjmy się hakom giętym, połaciowym. Po pierwsze, trzeba mieć łamacz haków. Haki trzeba dość precyzyjnie wygiąć używając sporej siły, a jak wiadomo, precyzja i siła nie idzie w parze. Poprawki w dogięciu i ewentualnym odgięciu wymagają przymiarek na miejscu. W razie pomyłki raczej nie da się odgiąć haka i zgiąć go centymetr dalej. Wtedy zostaje tylko próba użycia tego haka w innym miejscu. Powiększenie ewentualnej szczeliny między deską czołową a tylną krawędzią rynny nie stanowi problemu, bo wystarczy przesunąć się z punktem przełamania haków (punkt P i zielona strzałka na rys. 2) niżej lub wyżej na dachu. Wysokość posadowienia rynny względem krawędzi dachu jest ograniczona jedynie długością haka, a w zasadzie pozycjami otworów pod wkręty. Możemy więc tym hakiem podjechać pod samą rynnę lub zjechać w dół (zielone strzałki przy punkcie A na rys. 2). Wystarczy w odpowiednim miejscu zgiąć hak. Haki połaciowe mocuje się uciążliwie, a z robotą nie podgoni się. Do efektu można mieć zastrzeżenia, bo „ten hak jednak jest niedogięty, a tamten ciut za nisko”. Obiektywnie jednak haki gięte dają dekarzowi więcej swobody w konstruowaniu okapu.

Pas nadrynnowy
Wróćmy teraz do rozważania o pasie nadrynnowym i pytania, czy kropla z dachówki ma wpaść do rynny, czy też na pas nadrynnowy wysunięty przed krawędź pokrycia. Myślę tu o tym fragmencie pasa nadrynnowego, który jest wyłożony na połać dachu (wsunięty pod dachówkę wymiar a na rys. 3). Wątpliwości te sprowadzają się do prostego pytania. Czy woda z pierwszej dachówki może wypłynąć na pas nadrynnowy i z niego dopiero dalej do rynny? I dyskusja dotyczy w zasadzie dwóch, czy trzech centymetrów pasa nadrynnowego nieco wystawionego przed dachówkę. Jak z tego wybrnąć? Jak jest prawidłowo? Na budynkach jednorodzinnych najczęściej stosowane rozwiązanie to pas nadrynnowy tak wsunięty pod dachówkę, że kropla wpada do rynny. I taka konstrukcja wydaje się najrozsądniejsza. Ale czy w takim razie wysunięcie pasa nadrynnowego nieco przed pierwszą dachówkę jest wadą? Hmmm. To może teraz podzielę się obserwacjami, jakie wielu czytelników, jestem przekonany, może przywołać z własnej pamięci. Otóż widywałem budynki o nowoczesnej architekturze, gdzie płaska antracytowa dachówka Tegalit kończyła się na połaci dachu pół metra „nad rynną”. Wszelkie obróbki, łącznie z pasem blachy pod pierwszą dachówką a nad rynną, wykonane były z antracytowego tytan-cynku. Tutaj w założeniach architektonicznych woda z dachówek wylewać się miała na ten pas blachy, a dopiero z niego wpadać miała do rynny. W ten sposób wytworzony został monstrualny „pas nadrynnowy”. Choć oczywiście zgodnie z regułami okap na tych dachach składał się z kilku elementów, a wspomniany „pas nadrynnowy” dlatego właśnie wzięty został w cudzysłów. Więc skoro można wylać wodę z dachówki na blachę o szerokości pół metra, to czemu nie można by było wylać tej wody na blachę o szerokości około dwóch centymetrów? Niby można. Wszystko wymaga jednak drobnych przemyśleń. Wyobraźmy sobie okap skonstruowany tak, że do rynny wchodzi pas nadrynnowy wystający spod dachówki – na niego wypływać będzie woda podczas opadów albo podczas wytapiania się wiosną śniegu na dachówce. Po tym fragmencie blachy woda spływa jak po dachu. Jaki jest jednak kąt pochylenia tego odcinka dachu? Czy – uogólniając nieco – przy małym kącie pochylenia położymy po prostu „blachę na zakład” jak to się robi standardowo przy układaniu pasa nadrynnowego? Jak głęboki powinien być ten pas pod dachówką przy niewielkim kącie pochylenia, aby nie wdmuchnęło wody za obróbkę. Czynnikami, jakie należy brać pod uwagę przy decydowaniu o dyskutowanej sprawie jest właśnie kąt pochylenia dachu i odległość, na jaką wysunięty miałby być pas nadrynnowy spod dachówki. Nie można przecież powiedzieć, że tak nie wolno. Może wystarczy większy zakład, a może należy zastosować felc na pasie nadrynnowym. Może zakończyć go wysoko pod pierwszą dachówką, a może dodatkowo zagiąć tam blachę i stworzyć zaporę? Zdecydować musi sam dekarz. Osobiście unikałbym takiej konstrukcji. Osobiście uważam, że pas nadrynnowy powinien być wsunięty pod dachówkę, tak aby kropla wody z pierwszej dachówki wpadła bezpośrednio w „światło rynny”. Ale bez większego problemu wyobrażam sobie sytuacje, że mamy do remontu pewien dach. Wymienić trzeba dachówkę i warstwę wstępnego krycia na budynku zabytkowym. Powiedzmy, że rynny są miedziane i nie wymagają wymiany. Wymieniamy to, co trzeba, naprawiamy to, co należy i zaczynamy łatować dach. I pojawia się problem. Dachówka nijak nie pasuje do długości krokwi. Przy maksymalnym rozstawie łat przy granicznym rozsądnym wysunięciu ostatniej dachówki spod gąsiora, w okapie brakuje czterech centymetrów, żeby sięgnąć pierwszą dachówką do rynny. I co? Zła dachówka? Rozbierać krokwie i zmieniać kąt dachu? Oczywiście, że nie. Po prostu zastosujemy wysunięty spod rynny pas nadrynnowy. Trzeba tylko zastanowić się, jak go wykonać.

Ale pozostaje jeszcze jedno pytanie dotyczące pasa nadrynnowego. Czy jest on potrzebny? Przecież dążymy do tego, aby kropla wody wpadła bezpośrednio do rynny, niemal omijając pas nadrynnowy. Ale uwaga – zagadnienie rozpatrujemy mając w pamięci pierwszą część materiału, gdzie była mowa o dwóch zasadniczych rozwiązaniach okapów, a w jednym z nich pas nadrynnowy spełniał inną, dość istotną funkcję i był w takich sytuacjach niezbędny. Mówię o wwk (warstwie wstępnego krycia) wypuszczonej na pas nadrynnowy. Teraz przyjmijmy, że dyskutujemy o rozwiązaniu z wwk wypuszczoną na pas podrynnowy, gdzie możemy przyjąć, że pas nadrynnowy teoretycznie jest zbędny.


Rys. 3.

Mój pogląd jest następujący. W nowoczesnym budownictwie jednorodzinnym pas nadrynnowy stosowałbym zawsze. (Pojęciem nowoczesnego budownictwa określam budownictwo współczesne z nowoczesnym dachem.) Pas nadrynnowy zabezpiecza to, co pod nim się znajduje, przed zamoknięciem na skutek chociażby kropel deszczu wwiewanych pod spód przez wiatr. Ale rozglądając się dookoła, znajdziemy dachy w ogóle pozbawione rynien – tam rozpatrywany element po prostu nie istnieje. Podhale jest kolejnym przykładem dachów wymykających się tym rozważaniom. Ostre, pięśdziesięciostopniowe dachy z rynnami wiszącymi na giętych hakach, mocno opuszczonych poniżej krawędzi pokrycia dachowego. Rynny wiszą mniej więcej 20, 30 cm poniżej krawędzi okapu. Tutaj – żartując nieco – zadbać trzeba raczej o to, aby haki były ładne i pomalowane.

Pas podrynnowy
Pas podrynnowy w najprostszej formie to kawałek blachy nałożony na deskę czołową. Jeśli mamy wersję okapu z membraną wyłożoną na pas nadrynnowy, to pas podrynnowy pełni funkcję przede wszystkim ozdobną, ale też zabezpiecza on deskę przed zawilgoceniem od zewnątrz (przeciek rynny, zawiewanie deszczu itp). Jeśli natomiast okap wykonany zostanie w wersji z membraną wyłożoną na pas podrynnowy, to wtedy ten element spełnia jeszcze jedną ważną funkcję: mianowicie odprowadza wodę spływającą po membranie (tu odsyłam do analizy z części pierwszej materiału).

W zależności od sytuacji, pas podrynnowy może być wyższy lub niższy. Bywa też zastępowany płytkami, które spełniają analogiczną funkcję. Jak jednak wypuścić membranę na pas podrynnowy? Najrozsądniejsze wydaje się wykonanie dodatkowej obróbki położonej na deskach lub na krokwiach, zagiętej tak, aby zachodziła na pas podrynnowy zamocowany do deski czołowej i zakończenie membrany jeszcze na dachu, nad krawędzią deski czołowej (rys. 1 i 2). Dla dopełnienia informacji wspomnieć trzeba o tym, że „pod dolną krawędzią” deski czołowej a nad zagięciem w blasze zostawia się szczelinę w celu ewentualnego wsunięcia tu podbitki.

mgr inż. Przemysław Spych
Doradca techniczny Monier Braas


Źródło: Dachy, nr 7 (163) 2013
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ: