Słomiana strzecha

Ocena: 0
1484

Pierwotnie na określenie górnego przykrycia budynku na naszych terenach posługiwano się słowem strzecha (od staropolskiego słowa strzeć – rozpostrzeć, rozpościerać). Dzisiaj określenie to używane jest tylko w stosunku do dachów krytych słomą i trzciną. Na inne  pokrycia nazwę strzecha zastąpiło zapożyczone z języka niemieckiego słowo dach.

Zagroda w Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu

Dawniej do dyspozycji były wyłącznie materiały budowlane pochodzenia naturalnego, które wykonywano ze słomy, trzciny, drewna w postaci dranic i gontów, dachówki ceramicznej oraz łupka. Na nizinach, gdzie uprawiano różne gatunki zbóż, połacie dachów kryto łatwo  dostępną słomą, najchętniej żytnią. W okolicach, gdzie występowały jeziora i nad zalewami morskimi, dachy kryto łatwo tam dostępną trzciną, która była wytrzymalsza na porywy wiatru od słomy. Słoma i trzcina zwane były przez Słowian treścią (stąd tršcina, trzcina).

Do połowy XX wieku słoma była najbardziej powszechnym materiałem stosowanym do krycia dachów. Na terenach nizinnych, gdzie uprawiano zboże, stosowano ją „od zawsze”. Prawie w każdej wsi była jakaś rodzina, która trudniła się kryciem słomianych dachów, często miała nawet nazwisko związane z praktykowanym zawodem. W dawnym czasopiśmie Dom czytałam artykuł, jak pewien żołnierz polski trafił w czasie II wojny światowej do obozu jenieckiego na terenie Francji. Po zakończeniu wojny komisja ustalała dalsze losy jeńców.  Stanął przed nią też ów żołnierz. Komisja pyta go o nazwisko. Żołnierz odpowiada: Strzecharz. Komisja pyta, kim jest z zawodu? Żołnierz odpowiada: Strzecharz.

Komisja nie wie, co to jest, powtarza pytania i ciągle słyszy odpowiedź – Strzecharz. Dopiero po kilku pytaniach udało się wyjaśnić, jaki zawód żołnierz wykonywał przed wojną: krył dachy słomą. Ucieszona komisja wysłała go do Anglii, w okolice, gdzie było wiele domów krytych strzechą, a brakowało takich fachowców jak on. Żył tam dostatnio, nie narzekając na brak pracy.

Krycie na gładko

Strzechacze, kiczki, jeże, wykręcaki
Do poszycia dachu używano snopeczków słomy, które znano pod różnymi nazwami: strzechacze, kiczki, jeże, wykręcaki.

Strzechę dawniej wykonywało się przede wszystkim ze słomy żytniej. Słoma musiała być wcześnie skoszona, zielona, nie nadawała się stara, przestała na deszczu. Po zbiorach strzecharz przystępował do oczyszczania materiału przez wytrząchiwanie krótszej słomy. Robił to w następujący sposób: chwytał słomę za kłosy i mocno trząsł, wskutek czego krótsza słoma wylatywała dołem. W niektórych regionach za najlepszy materiał uważano „miotłę” przerośniętą różnymi chwastami, zwłaszcza w mokre lata.

Następnym zabiegiem było kręcenie głowaczy, czyli podwójnych snopów w specjalnych skrzynkach. Rzemieślnik brał dwa snopy, układał je jeden na drugi w skrzyni i wiązał przewiązło. Następnie dwa snopy związywał tuż pod kłosami, wsadzał kijek miedzy snopki i obracał jeden snopek wokół drugiego o 360 stopni. Taki wykręcak następnie kładło się na dach i przywiązywało do żerdzi. Słomę układało się warstwowo, przy czym druga warstwa zakrywała przewiązła pierwszej. Na koniec na kaletnicy układało się drewniane kozły, koźliny i przybijało się kołki w poprzek dachu dla ochrony przed wiatrem.

Krycie na gładko przy czterospadowych dachach

Krycie na gładko lub w schody
Istnieje kilka sposobów pokrywania dachów słomą. Jest to rozpościeranie, czyli dekowanie oraz poszywanie snopeczkami „na gładko” i „w schody”.

Najprostsza technika rozściełania (rozpościerania) słomy na dachu była stosowana powszechnie w Prusach. Polegała ona na układaniu słomy na łatach, do których mocowano ją za pomocą witek i zabezpieczano w kalenicy tzw. kalonką (mieszaniną słomy, gliny i perzu), koźlinami (dwiema skrzyżowanymi żerdkami), żerdziami układanymi poziomo lub układanymi w kalenicy gontami, deskami i dachówkami. Rozpostartą słomę równało się deską dekarską, dzięki czemu uzyskiwało się gładką powierzchnię dachu. Można było stosować gorsze gatunki słomy. Trwałość tego pokrycia wynosiła ok. 10–15 lat.

W rejonie nyskim przy samym szczycie układano snopeczki słomy (zakłośniaki) w ozdobne schody.

W Polsce używano powszechnie trudniejszych i trwalszych technik układania strzechy – na gładko i w schody.

Krycie w schody

Do poszycia dachu snopeczkami „na gładko” używano tzw. głowaczy, wykonanych ze słomy żytniej w taki sposób, że pęczek słomy związywało się bliżej knowi (dolnej części snopa), po czym podzieliwszy go na dwie części, skręcano tak, by powrósło przybrało kształt cyfry 8. Tak przygotowane snopeczki (kiczki, wykręcaki) przywiązywano powrósłamido łat rozstawionych co 30–40 cm, kłosami do dołu. Takie pokrycie tańsze trwalsze – wytrzymywało nawet 25 lat.

Do poszycia dachu „w schody” używano snopeczków ze słomy żytniej, zwanych zakłośniakami. Przewiązywano je powrósłami bliżej kłosów i nakładano na łaty dachu knowiami w dół, co w efekcie dawało tarasowatą powierzchnię dachu. Było to pokrycie droższe, bo na dach potrzeba było więcej słomy. Nie każdego było na to stać, więc strzechy w schody były charakterystyczne dla zabudowań bogatszych chłopów. Trwałość takiej strzechy to 40 lat, a więc już sporo.

Jedna z form kalenicy – skansen w Ochli

Kalonka, czyli kalenica
Grubość pokrycia wynosiła 25–30 cm. Aby woda deszczowa spływała, nie zatrzymując się w masie słomy, spadek dachu musi być dość duży, powyżej lub równy 45°.

Grzbiety słomianych dachów były zabezpieczane i wzmacniane zmierzwioną słomą, perzem, wrzosem, paździorami, a także specjalnymi snopeczkami nakładanymi na wierzchołek dachu, słomą kalaną w glinie. Od słomy kalanej w glinie wzmocnienie grzbietu dachu zaczęto nazywać „kalonką” lub „kalenicą”. Często na kalenice kładziono koźliny lub jarzmo dwużerdziowe, przyciskające ostatnie, najwyżej ułożone snopki poszycia dachu. W celu zabezpieczenia słomy leżącej na narożach przed wiatrem oraz przed zsuwaniem się jej z łat przy szczytach dachów, stosowano wiatrownice (zwane też wiatrówkami, powietrznikami), które często były ozdobnie profilowane i rzeźbione.

Połać słomiana, skansen w Ochli

Słoma dawniej i dziś
Pokrycie ze słomy miało wiele zalet. Było ciepłe, tanie, stosunkowo lekkie, nie wymagało zbyt mocnej więźby dachowej. Wadą słomianych pokryć była łatwopalność, a zwłaszcza problem ogromnych wyrzutów palącej się słomy na dużą odległość od palącego się dachu, co powodowało, że pożar jednej chaty mógł stać się przyczyną zagłady nawet całej wsi. Z tego powodu zaczęto ograniczać stosowanie dachów słomianych na nowo budowanych budynkach, np. w Prusach już w II poł. XIX w., ale nie zakazano ich remontowania. Pruskie przepisy zakazujące układania strzechy słomianej nie były przestrzegane, ponieważ dobrze zrobiona strzecha mogła leżeć na dachu nawet do 60 lat, wobec tego oficjalnie ciągle ją „tylko reperowano”. Podobnie robiono z pokryciem gontowym. Na wielu śląskich archiwalnych fotografiach widać takie „dziwne” dachy słomiane, w części z nowej słomy, które tak remontowane przetrwały do połowy XX w.

W Polsce całkowity zakaz stosowania dachów pokrytych słomą wprowadzono w latach 70. XX w., a pokrycia słomiane najczęściej zastąpił tzw. eternit. Słomiane strzechy można spotkać już tylko w muzeach na wolnym powietrzu, tzw. skansenach. Dachy takie to dla nich problem, ponieważ współczesna słoma nie jest tej jakości, co dawniej, wymaga ręcznego lub półmechanicznego koszenia i młócenia, a rolników i prawdziwych strzecharzy też już coraz mniej.

Ze względy na zanieczyszczenie środowiska oraz używanie nawozów sztucznych trwałość pokrycia dachu ze słomy bardzo się zmniejszyła, wynosi zaledwie 8–10 lat. W tej cywilizacji epoka słomianych pokryć dachów chyba dobiega końca.

 

Elżbieta Wijas-Grocholska
Fot. Autorka

Źródło: Dachy, nr 1 (217) 2018

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -