Dekarz z pasją i z wiedzą

Ocena: 5
1684

Rozmowa z Waldemarem Klimkiem, mistrzem dekarsko-blacharskim, właścicielem świetnie prosperującej firmy, przewodniczącym egzaminatorów na mistrza i czeladnika w Niemczech, w których od lat mieszka. Opowiada o swoim życiu i o swojej pracy, która jest jego pasją. 

Waldemar Klimek – obróbki z uśmiechem

DACHY: Czy może Pan przybliżyć naszym czytelnikom swoją ścieżkę zawodową – jak trafił Pan do branży i jak potoczyły się Pana losy?

Waldemar Klimek: Zostałem wychowany w rodzinie dekarskiej według rodzinnej tradycji. Mój dziadek i pradziadek jeszcze przed II wojną światową pracowali na okolicznych dachach. Jako środek transportu służył im stary rower a swój warsztat mieścili w jednej taczce: narzędzia dekarskie, młotki, lutownica dekarska na karbid. Pamiętam mojego ojca jak do pracy na budowę jechał na rowerze. Na ramieniu trzymał 6-metrowe rynny polutowane z metrowych kawałków i tak jechał 27 km do Opola. Jak on to robił bez samochodów i innych koniecznych maszyn? Do dzisiaj się zastanawiam... A więc mogę powiedzieć, że dekarstwo mam we krwi.

Następcy już rosną…

Użyto 63 tysiący gwoździ do zamocowania łupka na wieży

Chodziłem do zawodówki, która przygotowała mnie nieco teoretycznie, ale praktycznie – słabo. Wszystkie umiejętności praktyczne wyniosłem z domu, nauczyłem się ich u ojca. W wieku 15 lat potrafiłem sam zrobić z blachy ocynkowanej np. wiaderka, lejki i polewaczki z sitkiem, których moja mama używała do podlewania kwiatów na cmentarzu.

W roku 1988 wyjechaliśmy z rodziną do Niemiec i trzeba było zacząć żyć od nowa... Duże miasto, obcy język, inna mentalność i inny sposób nauczania zawodu – i w szkolnej ławce i w firmie dekarskiej. Start miałem ciężki, ale nadrabiałem talentem i wiedzą praktyczną zdobytą u ojca. Moja niemiecka zawodówka była szkołą ściśle dekarską i trwała 3 lata, ale po 2 latach zdecydowałem się zdać egzaminy na czeladnika. Potem zapisałem się do szkoły mistrzowskiej (Dachdecker-Meisterschule) w Eslohe w Sauerlandzie. Ażeby rozpocząć tam naukę, trzeba było zaliczyć minimum 5 lat praktyki w zakładzie dekarskim. Pobyt w takiej szkole jest podzielony na cztery etapy. Jeden to nauka o dachach z dachówek, drugi o dachach płaskich, papach, membranach, trzeci to blachy: rynny, opierzenia, obróbki, czwarty – fasady. Szkoła mistrzowska oparta była również na czterech filarach, które musiały być zaliczone: pedagogika, księgowość, teoria i praktyka. W sumie w szkole mistrzowskiej trzeba się uczyć albo 3 lata w trybie wieczorowym, albo tak, jak ja wybrałem – przez 10 miesięcy 6 dni w tygodniu po 10 godzin dziennie. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 1999 roku uzyskałem tytuł mistrzowski w kierunku prac w łupku naturalnym. Miesiąc później rozpocząłem kolejną szkolę mistrzowską – blacharską i dodatkowo metaloplastykę w Mayen. Aby zaliczyć egzaminy, wymagany był inny egzamin – spawacza metali kolorowych. W 2000 roku otworzyłem własną firmę dekarsko-blacharską, którą prowadzę do dzisiaj. Aby moje kwalifikacje były pełne, ukończyłem też kurs złotnika, szkołę rzeczoznawcy w zakresie prac z azbestem, szkołę rzeczoznawcy w zakresie szkód spowodowanych wodą, pleśnią i grzybami oraz szkołę rzeczoznawstwa dekarsko-blacharskiego.

Mogę się pochwalić tym, że w wieku 20 lat zdobyłem wyróżnienie najlepszego dekarza w naszym regionie, powiecie i landzie Północnej Nadrenii.

Połączenie miedzi z łupkiem

Czułem się wybrańcem, bo mogłem odnawiać dachy świątyń

D: Imponująca historia. Mając takie doświadczenie, czy może Pan powiedzieć, co Pana zdaniem na przestrzeni ostatnich 15–20 lat zmieniło się w zawodzie dekarza i cieśli?

WK: W sumie same techniki prac dekarskich nie zmieniły się zbytnio. Bardzo duże znaczenie ma obecnie fizyka budowlana, izolacja akustyczna, zabezpieczenia termiczne, a także zabezpieczenia przed działaniem wiatru. Kiedyś też dach był po prostu dachem, który nie pełnił żadnych dodatkowych funkcji użytkowych, a dziś jest zupełnie inaczej. Każdy centymetr kwadratowy jest wykorzystany jako część użytkowa, a przede wszystkim dach musi być ekonomicznie wydajny, szczelny, ma chronić przed utratą ciepła, musi być komfortowy. Co najważniejsze, obecnie w pracach dekarskich trzeba koniecznie przestrzegać przepisów EnEV, czyli przepisów ustawy o poszanowaniu energii.

Nowy krzyż w Centawie

D: Jakie dostrzega Pan różnice pomiędzy rynkiem dekarskim polskim a niemieckim?

WK: Niestety, różnice są bardzo duże. Zaczynając już od zakładania firmy dekarskiej, techniki wykonania prac, jakości niektórych materiałów i produktów, a kończąc na cenach. W Niemczech firmę dekarską albo ciesielską może założyć i prowadzić tylko osoba, która posiada dyplom mistrzowski. Same przepisy budowlane dekarskie, tzw. Deutsches Dachdeckerhandwerk Regelwerk, są systematycznie aktualizowane i wznawiane. Umowy pomiędzy wykonawcą a zleceniodawcą są bardziej szczegółowe, oparte na VOB, czyli na przepisach dotyczących znormalizowanych warunków zlecania i wykonywania robót budowlanych. Znaczna jest także różnica pomiędzy niemiecką gwarancją i rękojmią a polską. Po wykonaniu robót dekarskich klient otrzymuje obliczenia w zakresie termicznym, akustycznym, naporu wiatrów oraz gwarancję na 30 lat stwierdzającą, że wszystkie roboty zostały wykonane według przepisów dekarskich. Ceny większości materiałów dekarskich są w Polsce niestety dużo wyższe. Wiele razy zdarzało mi się, że zakup w Niemczech łupka czy blachy miedzianej był o wiele bardziej korzystny niż w Polsce. Przykładów byłoby dużo więcej...

Mistrz, egzaminator i nauczyciel dekarstwa

D: Wyspecjalizował się Pan w dekarstwie łupkowym. Co o tym zadecydowało – przypadek, świadomy wybór czy przymus wynikający z sytuacji rynkowej?

WK: Nie, nie, o przymusie nie ma tutaj mowy. Gdy przyjechałem do Niemiec, zakochałem się w tym materiale. Widząc w słońcu błyszczące dachy pokryte łupkiem, zapierało mi dech w piersiach. Dla mnie łupek to unikalny produkt naszej natury o niesamowitych właściwościach technicznych, które wykorzystać można nie tylko w budowlance. Można z niego wykonać przepiękne ozdoby i dekoracje. Na ten temat może więcej powiedzieć moja rodzina. Moi synowie (a mam ich trzech) potrafią już wyczarować z łupka serduszka i dużo innych fajnych rzeczy. Łupek posiada bardzo wiele zalet, jest bardzo wytrzymały w porównaniu z innymi materiałami, prosty w utrzymaniu i bardzo efektowny wizualnie. Pracując z łupkiem ma się możliwość pokrycia powierzchni i połaci o różnych nachyleniach. Praca z łupkiem to wyzwanie, ale i coś – mogę powiedzieć – osobistego. Każdy kamień trzeba wziąć do ręki, zobaczyć jego strukturę, opukać i nadać mu jednorazowy kształt. Kamień jest  żywy, mocny i ponadczasowy!

Krzyż z łupka wykonany na frontowej elewacji kościoła w Suchej

D: Gdyby miał Pan opisać swoje 3 najlepiej zapamiętane realizacje, to które by Pan wymienił i co w nich było takiego szczególnego?

WK: Oj, to jest dla mnie bardzo ciężkie pytanie... Każda moja realizacja jest niepowtarzalna. Każde zlecenie biorę na poważnie i do serca. Zawsze osobiście jadę do klienta i po rozmowie z nim wiem, czego się ode mnie oczekuje. I jest obojętnie, czy praca dotyczy założenia nowej rynny, remontu daszku, odnowy garażu czy remontu całego dachu – zawsze musi to być te 100 % jakości. W domu rodzinnym nauczono mnie uczciwości i dokładnej pracy. I staram się nikogo nie zawieść. Zadowolony klient zawsze przyjdzie drugi raz i będzie naszą pracę dalej innym polecał. Jestem też bardzo zadowolony z moich pracowników. Bardzo dobrze się uzupełniamy. W czasie wspólnej pracy każdą czynność bierzemy na poważnie. Czasami mam wrażenie, że działa u nas telepatia. Chłopaki wiedzą, co do nich należy i potrafią samodzielnie pracować. Wracając do Pani pytania... Moje trzy najlepiej zapamiętane realizacje … Chyba to będą te, które były dla mnie wyzwaniem i na pewno nie były standardowe. Takie są dla mnie oczywiście zawsze remonty i rekonstrukcje pokryć dachowych starych kościołów w Polsce. Otrzymanie tych zleceń było dla mnie czymś nadzwyczajnym. Czułem się wybrańcem, że mogę odnawiać dachy świątyń – jestem praktykującym katolikiem i już samo siedzenie na dachu kościoła było dla mnie niesamowite. 

Obróbki i kosze

Jednym z takich obiektów był kościół p.w. Św. Bartłomieja w rodzinnej miejscowości Sucha. Zadanie było podwójnie trudne, bo prace obejmowały również ciesielkę, a co najważniejsze, była to moja wioska i mój kościół. Na materiał pokryciowy wybrano łupek firmy Rathscheck. Użyłem płytek w kształcie łuski w formacie 28/23 na dach prezbiterium i 24/19 na wieżę. Dach pokryłem w staroniemieckim pokryciem. Dodatkowo użyłem łupka surowego, niełupanego do obrabiania okapów oraz płytek prostokątnych do wykańczania krawędzi dachu. Wszystkie prace remontowe musiałem sam zaprojektować. Sama konstrukcja dachu 500-letniej wieży nad wejściem wymagała poważnego remontu. Zaimpregnowaliśmy ją nowatorską metodą polegającą na wstrzykiwaniu w drewno specjalnego preparatu impregnującego, który wiązał drewno i powodował jego twardnienie. W dniu 2 grudnia 2014 roku na odnowionej już wieżyczce kościoła zawiesiliśmy dzwon z 1876 r., a na jej szczycie posadowiliśmy wykuty przeze mnie na nowo i pozłocony krzyż z czerwoną szklaną kulą.

Informacje dla przyszłych pokoleń – lata budowy i remontów

Inny obiekt, który przypadł mi do serca, to kościół p.w. NMP w Centawie. Jest tam wieża kościelna, która przeżyła ciężkie czasy. We współpracy ze znajomą firmą ciesielską pana Marka Pasonia, która zajmowała się konstrukcją wieży, odbudowałem wieżę zgodnie z jej szkicem z 1887 roku, który dostarczył nam mieszkaniec wioski. Wbiłem tam 63 tysiące gwoździ przy kładzeniu łupka. Aż 32 razy latałem samolotem z Dortmundu do Katowic. O siódmej rano byłem na budowie u siebie, a o 10.30 już w Polsce. Pamiętam, jak przy świetle reflektora o 5 rano zaczynałem ciosać łupek na rusztowaniu, a kończyłem o pierwszej w nocy. Prace z łupkiem i całą blacharkę wykonałem własnoręcznie.

Obróbka na kościele

Trzeci obiekt, jaki zasługuje na szczególną uwagę, to dach domu jednorodzinnego w mieście Hedecke. Zleceniodawca nie chciał żadnego innego rzemieślnika. Uparł się na mnie i nie dał za wygraną. Czekało na mnie ponad 300 m² dachu, który pokryłem łupkiem naturalnym hiszpańskim w technice staroniemieckiej. Prac metalowych wykonałem tam na ok. 50 m² w technice podwójnego falcu. Do całego pakietu robót należało usunięcie azbestu, fizyka budowlana, izolacja akustyczna, zabezpieczenia termiczne, a także zabezpieczenia przed wiatrami. Dach musiał być wyremontowany w stylu antropozoicznym, był bardzo duży, posiadał 10 różnych płaszczyzn, które musiały być fachowo połączone. I to było coś dla mnie! Wszystkie metalowe połączenia, falce i rynny wykonałem własnoręcznie. Całe odprowadzenia wodne musiałem skierować na tylną stronę domu. Bardzo przydała mi się moja wiedza blacharska z zastosowania starej sztuki metaloplastyki.

Obróbka narożna

D: Jest Pan przewodniczącym egzaminatorów na mistrza i czeladnika w Niemczech. Proszę opowiedzieć jak wygląda tam taki egzamin – co obejmuje, z ilu składa się części, jakie są warunki do jego przystąpienia, jakie daje uprawnienia?

WK: Egzaminy na czeladnika składają się z czterech zakresów: blacharstwo, fasada, dach płaski i dachy ukośne. Do tego musi być zaliczony egzamin teoretyczny i egzamin praktyczny. Ale według  nowych przepisów centralnego związku dekarstwa z 2016 roku każdy kandydat na czeladnika musi wybrać dla siebie kierunek poszerzony. Do wyboru ma: dachy płaskie, dachy ukośne, fasadę i nowość: pozyskiwanie energii odnawialnej – systemy fotowoltaiczne i solarne. To wszystko odbywa się na terenie szkoły dekarskiej, która uzupełnia tylko wiadomości uzyskane w zakładzie pracy, gdzie uczeń ma praktykę. Egzamin praktyczny trwa 2 dni. Oprócz tego zakład pracy musi wspomagać swojego ucznia, gwarantując mu wsparcie w czasie nauki po wyborze kierunku egzaminu. Podstawowym wymogiem przystąpienia do egzaminów końcowych jest zaliczenie egzaminów półrocznych i – co najważniejsze – prowadzenie tzw. dziennika pracy i czynności. Dziennik taki otrzymują uczniowie w formie segregatora A4 od Cechu przed rozpoczęciem 3-letniej nauki. Uczniowie są zobowiązani prowadzić taki dziennik, codziennie opisując w nim czynności i czas pracy. Mile widziane są szkice i rysunki. Firma zatrudniająca ucznia jest za to odpowiedzialna i podpisuje i wbija pieczątkę na każdej stronie. Na około miesiąc przed przystąpieniem do egzaminu komisja egzaminująca sprawdza dokładnie treść tych dzienników i sprawdza też, czego uczeń nauczył się w zakładzie pracy.

Dom w miejscowości Hedecke – w stylu „antropozoficznym”

 Z kolei egzaminy na mistrza dekarstwa są wiele, wiele trudniejsze i bardzo kosztowne. Do przedmiotów głównych, oprócz praktyki i teorii, dochodzi rysunek techniczny, matematyka, fizyka, kalkulacja, metaloznawstwo, statyka, księgowość, prawo budowlane, pedagogika, ochrona środowiska. 

Kominy budynku w łupku w miejscowości Hedecke – zdjęcie całego budynku znajduje się na okładce tego wydania miesięcznika Dachy

Zadanie na egzaminie praktycznym

Stanowisko do egzaminu praktycznego – średni syn pana Waldka wyczarowuje coś z łupka

D: Patrząc na młodych ludzi, którzy przychodzą na egzaminy, czy dostrzega Pan w nich chęć rozwijania się w tym zawodzie? 

WK: Niestety, muszę przyznać, że przez ostatnie 30 lat mojej pracy widzę wyraźnie, że liczba młodych osób chcących być dekarzem bardzo maleje. Z jednej strony potrafię to zrozumieć. Zawód dekarza nie należy do przyjemnych zawodów. Ekstremalne warunki pogodowe w ostatnich latach, długie okresy upałów i deszczowe zimy powodują zniechęcenie młodych ludzi. Nie wspominając już polityki emerytalnej, która zmusza nas do pracy do 67 roku życia. Praca na budowie jest bardzo ciążka i życzę każdemu emerytowanemu dekarzowi (jak dożyje tego wieku) elastycznego i bezbólowego poruszania się.

D: Dziękujemy za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów!

Źródło: Dachy, nr 11 (227) 2018

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Artykuły ekspertów

- Reklama -

Polecane firmy

Dachy - krok po kroku

Polecamy